Kiedy jest ci źle, nie pływaj w kole ratunkowym

dnia

Zdarza się, że łzy wymazują z oczu radość jak gumka ołówek. A nawet, jeżeli radość zapisaną masz w sobie trwałym markerem, to czasem cień tak mocno padnie, że przykryje twoją tabliczkę „always be happy”. Cień się zdarza. Nawet markerowym szczęściarzom. I nastaje moment, kiedy wewnętrzny krzyk nie pozwala przyjemnie szeptać. Nie chce się chwilowo uśmiechać do lustra, ani do telefonu, ani do pani Krysi w Żabce, ani do przyjaciela w kuchni. Ani do psa, ani do pająka, ani nawet do biletów lotniczych na Goa leżących jeszcze w drukarce.

Kiedy tak po prostu jest mi źle, kiedy słabiej rezonuję z rzeczywistością, wibruję na poziomie lęku, albo złości, niedoboru, samotnego chłodu, kiedy zniknęło coś dla mnie ważnego, albo zwyczajnie mam okres, a moje ulubione spodnie podarły się bez szans na ich rekonstrukcję, kiedy mam chandrę lub uciążliwy bezhumor, to robię jedną rzecz. Jedyną, która działa.

Nie dryfuj i nie szukaj papugi

Nie idę na zakupy. Nie idę po nową torebkę lub portfel, do którego włożę kolejne banknoty w ramach koła ratunkowego na zły dzień. Bo koło ratunkowe utrzymuje mnie na powierzchni, żebym nie utonęła. A pomiędzy „nie utonąć”, a „wyjść na brzeg” jest zasadnicza różnica. Nie mam ochoty dryfować w kole. Chcę na ląd.

Nie idę więc też zanabyć drogą kupna pary szpilek lub nowego naszyjnika. Na obcasach trudno przedziera się przez wyboistą drogę w mroku. A ładny diament, co prawda zaświeci w ciemności złego humoru, ale nie da wskazówki gdzie iść. Nie jest światłem w tunelu, tylko światełkiem uwiązanym na własnej szyi.

Nie nalewam też sobie wina. Sprawdziłam wielokrotnie ten sposób i zawsze kończy się po piracku. Ląduje się na statku piratów, który zwykle równolegle z drugim kieliszkiem pojawia się po środku oceanu rozpaczy. Robi się całkiem przyjemnie, cieplej, sucho, gra muzyka, papuga nadaje i zagłusza ciemność nocy. Rano papugi i piratów nie ma, a ja z tatuażem „kac vegas” dryfuję w jeszcze głębszym miejscu, dalej od brzegu ograbiona z jasności umysłu. Albo z umysłu w ogóle.

Z pełnym żołądkiem trudniej się płynie

Nie otwieram też paczki czekolady, ani nie biegnę po lody. Sprawdzałam, ale na opakowaniach słodyczy nie znalazłam nigdy mapy wyjścia z labiryntu czarnych myśli. Po ich skonsumowaniu nie pojawił się też nigdy przewodnik, który przeprowadziłby mnie przez rzekę smutku. Z pełnym żołądkiem trudniej się płynie.

Nie płaczę długo ani intensywnie, bo kończą mi się suche chusteczki, woda robi się głębsza od łez i coraz dalej mam do brzegu.

Kiedy jest ci źle, pomóż komuś

Kiedy jest mi źle… pomagam komuś. Rozglądam się za człowiekiem, któremu też jest źle. A być może tylko niewygodnie. Być może czegoś mu brakuje, albo zepsuło mu się coś. Albo ktoś go popsuł. Zaglądam do własnej kieszeni, do świadomości, mózgu, szafy, lodówki. Sprawdzam, czy mam coś, co może pomóc. Szukam rozwiązania, kupuję komuś jedzenie, oddaję coś, podnoszę, zanoszę, opłacam, opowiadam, wysłuchuję, rozbawiam, darowuję, dzielę się.

Czy zaczynam czuć się lepiej, bo zrobiłam coś dobrego? Czy złość albo rozpacz zmienia się w uradowanie nobliwą zacnością moich czynów? Nie. Fakty nie zmieniły się. Nadal mam okres, albo nadal nie mam tego, co tak okrutnie i z zaskoczenia mnie zasmuciło. Jestem też nadal tą samą sobą. Ani lepszą ani gorszą. Ani mniej zasmarkaną, ani z mniej rozmazanym makijażem. Tyle, że stoję już na lądzie. Bo doprowadzając kogoś tonącego do brzegu sama też tu trafiłam. A teraz razem suszymy ubrania i śmiejemy się, bo w sumie widać, że woda była po kolana.

Potrzebne są mi suche buty. Teraz idę kupić nowe szpilki.

 

Photo: Rafał Makieła www.makiela.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s